środa, 16 lutego 2011

Umowa wynajmu mieszkania podpisana

Jeśli ktoś jeszcze śledzi moją losy bohatera niniejszej telenoweli to śpieszę donieść, że od dziś jest on najemcą mieszkania w Wiedniu. Kogo interesował tylko wynik procesu opisywanego w poprzednich notkach może przestać czytać, po szczegóły zapraszam dalej.

Dostałem dziś maila od agentki nieruchomości z adresem właścicielki mieszkania i godziną, na którą mam się u niej pojawić. Wcześniej miałem wstąpić do biura nieruchomości i zapłacić im prowizję, marne 916 euro. Niezły utarg jak na 10 minutową rozmowę przy pokazywaniu mieszkania i parę wypisanych papierków.

Gdy przekroczyłem próg agencji pierwsze o co zapytałem to czy dostanę jakieś potwierdzenie wpłaty i czy oddadzą mi prowizję w przypadku gdyby coś poszło nie tak przy podpisywaniu umowy. Sekretarka wyjaśniła mi, że pokwitowanie dostanę, ale zwrot prowizji jest możliwy tylko wtedy gdyby umowa była w jakiś sposób niezgodna z prawem. Zresztą w takiej sytuacji musieliby zaangażować prawnika i zwrot prowizji byłby możliwy tylko jeśli faktycznie doszło do złamania prawa. Jeśli zrezygnowałbym z mieszkania ot tak sobie to niestety prowizja przepada.

W sumie niby ok, ale nieco mi się trzęsły ręce kiedy rozstawałem się z dziewięcioma świeżutkimi stówkami euro. Potwierdzenie zapłaty starannie schowałem w teczce z papierami mieszkaniowymi, pożegnałem się i poszedłem na metro w kierunku Karlsplatzu gdzie miałem spotkać się z drugim polskim kolegą pracującym w mojej nowej firmie. Dostał on zaszczytną rolę tłumacza umowy najmu, a obecności takiej osoby wymagała właścicielka.

Tak na marginesie okazało się, że osoba, z którą mam podpisać umowę najmu mieszkania wcale nie jest jego właścicielką, a tylko nim zarządza, ale dla uproszczenia będę ją nadal nazywał właścicielką.

Jej biuro mieści się w 18 dzielnicy i na stronie VOR wszystkie proponowane sposoby dojazdu nie obejmowały metra. Przejazd tramwajami i dojście na miejsce było estymowane na ok 30 minut. Przed wyjściem z domu popatrzyłem sobie jednak na google maps i okazało się, że jeśli z Karlsplaztu pojechać linią U4 do Splittelau i przesiąść się tam na linię U6 to wysiadając na stacji Michelbeuern-AKH jesteśmy właściwie na miejscu. Metro pozwoliło w tym przypadku skrócić czas podróży do 15 minut.

Na miejscu powitała nas uśmiechnięta pani w średnim wieku i jak się okazało ni w ząb nie mówiąca po angielsku. Poprosiła o nasze paszporty, zrobiła ich ksero, tak samo jak mojego zaświadczenia o zameldowaniu pod wiedeńskim adresem. Potem wręczyła nam wypełniony egzemplarz umowy najmu i powiedziała, że mamy ją przeczytać i potwierdzić, że wszystko jest jasne i zgodne z prawdą.

Czytanie umowy zajęło około pól godziny. Kumpel wyjaśniał mi o co chodzi w każdym z punktów, przy kilku zadawał pytania właścicielce i tłumaczył mi jej odpowiedzi. Cztery kartki zadrukowane z obu stron pełne nakazów, zakazów i pouczeń.

Generalnie wychodzi na to, że za 420 euro miesięcznie staję się głównym najemcą mieszkania o powierzchni 50 m2 znajdującego się w 15 dzielnicy. Czynsz mam wpłacać do piątego dnia każdego miesiąca, opóźnienia grożą wypowiedzeniem umowy. Tak samo jak sprawianie kłopotów typu hałasowanie podczas ciszy nocnej, skargi sąsiadów, wizyty policji, itp.

Co do zwierząt to jest napisane, że mogę trzymać jednego psa i jednego kota o ile waga żadnego z nich nie przekracza 8 kg. Jako, że moje oba koty w sumie tyle nie ważą myślę, że można w miarę bezpiecznie założyć, że nie będzie z tym problemu. Zresztą w myśl nowych przepisów nie można mi zabronić trzymania zwierzaków bez wyraźnego powodu.

W umowie jest także ujęty stan obecny lokalu i jego wyposażenie. Urządzona łazienka, w kuchni minimum jakie nakazują przepisy (blat, mała lodówka, kuchenka elektryczna z dwoma płytkami grzewczymi i zlew). Okna nowe plastikowe, drzwi nowe. Dwa pokoje bez żadnego umeblowania.

Kiedy dotarliśmy już do końca umowy i nie było więcej pytań pozostało podpisać wszystkie papierki. Poza umową podpisałem zdjęcia mieszkania jako potwierdzenie, że faktycznie tak wygląda mieszkanie, które pokazała mi agentka. Od razu dostałem też wypełniony formularz meldunkowy, który muszę zanieść do biura meldunkowego w swojej dzielnicy.

Jeszcze wracając do tych fotek to nieco się zdziwiłem widząc na nich grzejniki elektryczne pod oknami w pokojach. Wydawało mi się, że agentka mówiła mi o ogrzewaniu gazowym kiedy oglądałem mieszkanie. Zapytałem o to i się okazało, że w mieszkaniu i w sumie w całej kamienicy wszystko jest ogrzewane prądem i nie ma w ogóle gazu. Kumpel powiedział, że gaz byłby tańszy ale z prądem też nie ma się co martwić bo różnica przy ostrej zimie to może 50 euro. Szybko też przeliczył, że przy tej mocy grzejników o której powiedziała mi właścicielka to jakby chodziły 24 godziny na dobę o rachunek będzie w okolicach 300 euro. A przecież jak nikogo nie ma w domu to będzie można grzanie przykręcać, koty przeżyją, a automatyczny sterownik zdąży nagrzać zanim wrócę z pracy.

Pani zapytała kiedy chciałbym się wprowadzić więc poprzez tłumacza powiedziałem, że jak najszybciej. Uzgodniliśmy, że jutro o 14 spotkamy się w mieszkaniu gdzie dostanę klucze i wszelkie papiery dotyczące stanu liczników i płatności jakie czynił poprzedni lokator.

Na koniec pozostało zapłacić. Tutaj kwota wynosiła 2251 euro i jak wyjąłem to z portfela to już w ogóle mi się słabo zrobiło :) W zamian dostałem pokwitowania wpłacenia czynszu za marzec i kaucji i to był koniec biurokracji na dziś.

Tak więc jutro muszę iść zameldować się pod nowym adresem, a potem odebrać klucze do mieszkania i mogę ze spokojnym sumieniem wrócić do Polski aby zapakować swój dobytek i dokonać pierwszego etapu przeprowadzki. Etapem drugim będzie wożenie rzeczy mojej lepszej połówki, a etap trzeci zakłada przewiezienie jej wraz z kotami. Ale to pewnie dopiero w okolicach końca marca.

Ufff, trzeba opić ten sukces :)

5 komentarzy:

  1. To wyczyscili Ci portfel i konto ;-) Ale masz nowy start. Powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  2. A ta umowa jest na czas okreslony czy nieokreslony? Jakie tam sa zwyczaje jesli chodzi o okres umowy i jak trudno zerwac taka umowe itp.

    OdpowiedzUsuń
  3. moja umowa jest na czas określony, na 40 miesięcy czyli do końca czerwca 2014. potem jeśli nie będzie żadnych zastrzeżeń do terminowości opłat i mojego zachowania jako lokatora to jeśli będę chciał kontynuować wynajem tego mieszkania to mi przedłużą umowę.

    rok muszę pomieszkać aby mieć 3 miesiące okresu wypowiedzenia. natomiast jeśli chciałbym zerwać umowę przed upływem pierwszego roku to muszę płacić czynsz za miesiące pozostałe do owego pierwszego roku.

    generalnie z tego co porównywałem z umową mojego kumpla to nie ma w niej nic niezwykłego, standardowe austryjackie sprawy.

    OdpowiedzUsuń
  4. a jak kwestia pracy Twojej drugiej połowy ? dobrze kojarze że jest nauczycielką w PL ? jak z wypowiedzeniem i szukaniem nowej pracy na miejscu ? ps. przybnajmniej winietka starczy :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Jesli mogę zasugerować - porób zdjęcia wszystkich małych pierdół, które wygladają na lekko zużyte, skrzywione, nawet plam na ścianach.
    Ten sposób pomógł mi odzyskac depozyt kiedy agencja chciała mnie skasować za skrzywione krzesło i dziure w ścianie za telewizorem - były zdjęcia - dupa kryta.
    Swoją drogą strasznie długi okres wynajmu + okres wypowiedzenia. Sam do tej pory popisywałem umowę półroczą by sprawdzić mieszkanie+lokację, i dopiero kolejne były rocznymi umowami. Przynajmniej do tej pory czynsz mi spadał z roku na rok (Panie! kryzys taki w tej Irlandii! :)) Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń