poniedziałek, 14 lutego 2011

Umowa o pracę i umowa wstępna wynajmu mieszkania

Dziś w samo południe podpisałem cyrograf. Szef zażartował, że nasza współpraca będzie świetnie się układać ponieważ podpisaliśmy kontrakt w Walentynki, a więc pod wpływem Amora. Mam nadzieję, że strzały z łuku latającego herubinka nie skończą się czyimś zgonem.

Umowa została sporządzona w języku angielskim więc mogłem ją dość łatwo przeskanować wzrokiem w poszukiwaniu ewentualnych nieścisłości. Wszystko było jednak w porządku, dopytałem się tylko o kilka rzeczy związanych z wymiarem urlopu i złożyłem swój podpis.

Jako, że na 13 byłem umówiony z agentką od nieruchomości, która jak już wspominałem w poprzedniej notce chciała przekazać właścicielce mieszkania kopię mojego pozwolenia na pracę, zapytałem szefa czy mogą mi dać jakiś dowód, że faktycznie takie pozwolenie zostało wydane. Dziewczyna z kadr szybko napisała kilka linijek po niemiecku jako zaświadczenie, że jestem tym kim twierdzę że jestem i że urząd zatwierdził dla mnie zezwolenie na pracę i dodatkowo dała mi swoją wizytówkę gdyby właścicielka chciała potwierdzić te informacje telefonicznie.

Uzbrojony w te papierki pół godziny później zawitałem do biura nieruchomości gdzie oczekiwała na mnie pani Urban. Usiedliśmy i zaczęła mi wyjaśniać jak ma wyglądać proces wynajmu mieszkania jeśli jestem zdecydowany.

Tak więc najpierw trzeba podpisać umowę przedwstępną wynajmu, która zawiera moje dane osobowe typu imię, nazwisko, adres, telefon, etc. oraz kwoty płatności czyli miesięcznego czynszu, kaucji, kosztów operacyjnych i prowizji dla biura nieruchomości.

Tutaj wyszła pewna niedogodność bowiem pani Urban powiedziała, że najlepiej by było jakbym już miał zameldowanie w Wiedniu bo właścicielka ma jakieś jazdy z ufnością w same zezwolenia od urzędu pracy. Podobno kiedyś jakaś dziewczyna miała podobnie jak ja zezwolenie na pracę i podpisaną umowę z pracodawcą, ale przez brak wiedeńskiego zameldowania właścicielka ją odrzuciła jako najemcę.

Właściwie problemu z tym nie ma bo mój kumpel może mnie zameldować u siebie na kilka dni, a potem się przemelduję już pod adres wynajętego mieszkania. Jak dla mnie to jednak trochę dziwny układ, ale kumpel powiedział, że jutro pójdzie ze mną do magistratu i to załatwimy chociaż też określił dobitnie wymagania właścicielki.

Koszty jakie trzeba będzie ponieść wyglądają następująco:
  • czynsz: 420 euro
  • kaucja: 1680 euro
  • koszty operacyjne: 151,20 euro
  • prowizja: 916,80 euro
Ponad 3000 euro trzeba będzie puścić zanim dostanę klucze do mieszkania. Fajnie, nie?

Jeśli chodzi o płacenie to prowizję agencja pobiera w gotówce, podobnie jak właścicielka czynsz za pierwszy miesiąc wraz z kaucją i kosztami operacyjnymi. Potem dostanę od właścicielki jej numer konta, na które będę mógł robić przelewy bankowe. Tak więc będą momenty kiedy będę łaził po Wiedniu z kilkoma tysiącami euro w portfelu, a każdy mijany przechodzeń będzie wyglądał podejrzanie :) 

Ale pieniądze to nie wszystko, najpierw właścicielka musi zaakceptować moją kandydaturę. Podpisanie umowy wstępnej było warunkiem koniecznym aby pchnąć sprawę dalej więc zrobiłem to. Pani Urban porobiła ksero mojego paszportu, zaświadczenia od kadrowej o wydanym zezwoleniu na pracę oraz pierwszych dwóch stron mojej umowy o pracę gdzie było jasno napisane od kiedy zaczynam pracę i ile wynosi moja pensja brutto.

Tak na marginesie na wysokość zarobków też właścicielka zwraca uwagę i jakbym zarabiał powiedzmy dwukrotność czynszu to mógłbym odpaść z zawodów. Na szczęście akurat na tym froncie jestem dość dobrze zabezpieczony.

Następnie wszystkie kopie moich dokumentów wraz z umową przedwstępną zostaną wysłane do właścicielki mieszkania i pozostaje czekać na jej decyzję. Przed chwilą agentka zadzwoniła z informacją, że dziś właścicielka jest poza miastem więc dopiero jutro będzie coś ewentualnie wiadomo. Jeśli decyzja będzie pozytywna ustalimy termin podpisania właściwej umowy najmu.

Już na koniec rozmowy z agentką zapytałem ją czy właścicielka jest osobą generalnie problematyczną czy to tylko taki ból na początku a później jest spokój. Pani Urban powiedziała, że właścicielka miała w przeszłości problemy z najemcami dlatego teraz ustawiła taki tor przeszkód i jeśli ktoś przejdzie cały proces eliminacji pozytywnie to potem nie ma już żadnych kłopotów. Oczywiście tak długo jak czynsz punktualnie wpływa na konto i najemca nie nadszarpuje sobie opinii na przykład skargami sąsiadów czy innymi ekscesami. 

W sumie pasuje mi taki układ i mam nadzieję, że cała zabawa zakończy się jeszcze w tym tygodniu podpisaniem umowy najmu. O postępach będę starał się informować na bieżąco.

5 komentarzy:

  1. W morde, ale biurokracja, ale prowizje i koszty. Na pewno te wpisy nie zachecaja do przeprowadzki do Austrii.
    Dla porownania w UK kaucja 1,5 czynszu (6 tygodni wynajmu), a agencji zaplacilam ok 200 funtow za usluge, za dwie osoby.

    OdpowiedzUsuń
  2. To prawda, biurokrację i ceny usług to mają wyśrubowaną masakrycznie. No ale cóż robić, jak się wlazło między wrony... :)

    pocieszające jest to, że później już same koszty życia dają się minimalizować. oczywiście przy założeniu, że pensja wpływa na konto co miesiąc a nam nie przydarzają się jakieś niemiłe niespodzianki typu wypadki, awarie instalacji czy ciężkie choroby.

    ale na pisanie o kosztach życiowych to jeszcze przyjdzie czas, teraz staram się znaleźć kawałek gruntu aby zapuścić korzenie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Moze w przyszlosci napiszesz cos jakie tam sa srednie pensje itp. Zeby mozna bylo sobie ulozyc to wszystko w wiekszy obrazek.

    OdpowiedzUsuń
  4. O matko, koszta niesamowite. W Grecji tez nie jest tak rozowo, ale mimo wszystko troche taniej. Jesli mieszkanie jest totalna nowka, to kaucja wynosi dwa czynsze + czynsz biezacy, jesli jest starsze to jeden czynsz + czynsz biezacy.

    Miejmy nadzieje, ze przejdziesz kolejne eliminacje:)

    OdpowiedzUsuń
  5. W Irlandii biurokracji jest znaczniej mniej, nie ma też rozmowy o prowizji albo kosztach operacyjnych, ale za to czynsz za takie mieszkanie jakie opisałeś to około 900-1200euro, a kaucja w wysokości jednego czynszu.
    Oczywiście mówie o Dublinie.

    OdpowiedzUsuń